Rozdział VI

Nikt nie czeka na proszę. Do domu wparowuje dwóch ubranych na biało, wysokich mężczyzn. Uzbrojonych. A jakże. To chyba koniec rozmów. Jak do jasnej ciasnej mamy ich "unieszkodliwić"?! Co prawda Rigley ma prawie dwa metry wzrostu, Brandon metr dziewiędziesiąt, ale nie jestem pewna co do ich masy mięśniowej. Nagle orientuję się, dlaczego mój brat tak nie chce wojny. Zupełnie niespodziewanie i w złym momencie. Jak zwykle. Jak próbuję myśleć, to nie wychodzi i odwrotnie.
Chodzi oczywiście o Rosemary, jego dziewczynę. Słyszałam, jak rozmawiali o dziecku. Nie powinnam była, ale... Tak, jestem ciekawska. Syndrom młodszej siostry, której nikt niczego nie tłumaczy. Dzięki temu mam pewność, że Rig i Rose spodziewają się dziecka. Nie powiedzieli rodzicom, uważają, że są zbyt staroświeccy, choć ja myślę, że by im pomogli. Przecież chodzi o ich przyszłego wnuka lub wnuczkę! Rzucam mu współczujące spojrzenie. Nie wiem, czy rozumie, ale jego źrenice na chwilę się rozszerzają, a twarz przybiera wyraz bezbrzeżnej rozpaczy. Czyli tak. Mam ochotę skulić się na podłodze i płakać, widząc go w takim stanie. Zawsze był silny, pomagał tacie w utrzymaniu rodziny, kiedy robiło się ciężko. I starał się wtedy pocieszać mamę, której największym marzeniem jest to, by ich dzieciom żyło się dobrze. Szlachetne.
Pozostaje jeszcze inna sprawa. Rosemary jest niewidoma od kilku lat. Poznali się, kiedy jeszcze widziała. Któregoś dnia obudziła się pogrążona w ciemności. Nie umiem sobie wyobrazić czegoś takigo. Wtedy Rigley przyrzekł sobie, że będzie jej pomagał. Nie z litości. Była pierwszą dziewczyną którą pokochał. Ma teraz dziewiętnaście, ona osiemnaście lat. Są pewni swoich uczuć bardziej niż niektóre małżeństwa. Też bym tak kiedyś chciała. To znaczy chciałam, zanim wyszło na jaw całe powstanie. Teraz sama nie wiem, czego pragnę. Chyba tylko przetrwania swojej rodziny, Brandona i Ronnie. Uświadamiam sobie, że nie mam nikogo bliższego niż oni.
Bardzo lubię Rose, potrafimy długo rozmawiać bez skrępowania. Opisuję jej widoki z okna, kolor trawy i kształt gałęzi naszej jabłoni. Wygląda wtedy na szczęśliwą. A ja uwielbiam uszczęśliwiać ludzi, więc staram się robić to jak najczęściej. Czasem, kiedy przymyka oczy i się uśmiecha widzę, jak na twarz Riga wpływa wyraz ulgi. Też jest szczęśliwy. Przepraszam. Był. To oczywiste, że jego dziwczyna nie może walczyć. A teraz nawet on jej nie ochroni. W Kapitolu mogliby jej pomóc, ale tu... Marny szpital nastawiony na opatrywanie ran u górników. Samo zdobycie wizy do stolicy graniczy z cudem, nie mówiąc już o astronomicznej cenie biletu za pociąg. Nie mamy tyle. Nawet, gdybyśmy pracowali wszyscy, mielibyśmy marne szanse na uzbieranie wystarczającej kwoty. Ta bezsilność jest...
- Dokumenty - wyrywa mnie z zamyślenia ostry głos strażnika. Stara się być stanowczy, ale pod maską, którą stała się jego twarz można dostrzec młodego chłopaka. Nie wyszkolonego stróża prawa.
Podajemy im kolejno papiery. Chwilę zastanawiają się nad zaakceptowaniem tymczasowych Brandona. Wstrzymuję oddech i łapię przyjaciela za spoconą rękę. Odwzajemnia uścisk. Proszę, żeby się udało... Błagam...
Młodszy zbiera wszystkie i wsadza do torby.
- Do odwołania - oznajmia drugi. Ma około trzydziestu pięciu lat i wygląda na surowego.
Oddycham z ulgą. Po chwili spoglądam tępo w kierunku intruzów. Pierwszy raz w życiu mnie zaaresztowano. I to w jaki sposób?! We własnym domu - miejscu, gdzie zawsze czułam się bezpiecznie. Nagle przypominam sobie o książce leżącej spokojnie na podłodze pod łóżkiem. Jeśli ją znajdą... Jeśli... Czuję jak Brandon ściska mocniej moją rękę. Pomaga. Wracam na ziemię.
- Opuszczanie tego piętra za zgodą jednego. Opuszczanie domu za zgodą obydwu. Opuszczanie posesji w wyjątkowych sytuacjach, pojedynczo, pod eskortą. Zrozumiano? - To ten starszy.
się jak w wojsku. Właściwie nigdy w takowym nie byłam, ale myślę, że tak traktują żołnierzy. Anonimowo i bezosobowo. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ja też będę jednym z nich. Dobrze? Teraz nic nie może być dobrze. Nie dopóki wszyscy moi bliscy nie będą bezpieczni. A myślę, że są na to małe szanse, szczególnie dla taty - jednego z organizatorów powstania. Gdyby ktoś oznajmił mi to tydzień wcześniej, śmiałabym mu się w twarz. Teraz wcale nie jest mi wesoło. Chętniej bym się rozpłakała i czekała, aż ktoś mnie przytuli, powie, że wszystko będzie dobrze, że nic nam nie grozi. Zabawne.
- Zrozumiano? - ryczy, nie doczekawszy się odzewu.
- Zrozumiano - krzyczymy, dopasowując się do jego tonu.
- Zająć się własnymi sprawami.
- No to my się zająć - mruczy pod nosem Brandon, wywołując uśmiech na mojej twarzy. Znowu w nieodpowiednim momencie. Chce mnie tylko uspokoić, ale wybiera niewłaściwy sposób.
- Czy powiedziałem coś śmiesznego? - mówi, zbliżając się do mnie. - Odpowiadać, jak pytam!
- Nie, panie...
- Komisarzu Sanhorn. - Stoi wystarczająco blisko, żebym mogła poczuć jego miętowy oddech. Dostaję gęsiej skórki.
- Nie, panie komisarzu – szepczę lekko drżącym głosem.
- To dobrze, bo nie lubię żartów. - Cofa się o krok, a ja niemal oddycham z ulgą. Naruszył moją osobistą przestrzeń i pewnie nie uszłoby mu to na sucho, gdyby nie miał aż takiej przewagi nad każdym z nas.
"No co ty nie powiesz?" - myślę, ale nie mam odwagi nawet się uśmiechnąć. Nie teraz. Najlepiej w ogóle nie pokazywać, że myślę. Mama szybko idzie do kuchni i zaczyna nawijać jak najęta. Pyta, czy czegoś się nie napiją, jak minęła podróż, jak Kapitol zniósł zimę i o inne bzdury. Odpowiada tylko młody, starszy lustruje nas wzrokiem. Zatrzymuje go na wysokości naszych splecionych dłoni i nieznacznie unosi brwi.
- Czy mogłabym iść na chwilę do swojego pokoju? - Od razu żałuję swoich słów. Przecież nie puści mnie samej, a inaczej nie zabezpieczę książki. To chore, że w takim momencie myślę o rodzinnej pamiątce. Pewnie nawet nie wiedzą, co to jest. Decyduję się wziąć coś do czytania dla naszej trójki.
- Mard, zajmij się nimi. Pójdę z nią na górę.
Zamieram. Brzmi to jak groźba. Robię krok do przodu, a Brandon rusza za mną. Nie jestem specjalnie zagrożona.
- Pojedynczo - informuje Sanhorn. - Pokażesz mi przy okazji dom i jakiś pokój do spania - ziewa przeciągle, ukazując przy tym migdałki. Smacznego, znowu robi mi się niedobrze.
Unoszę głowę i idę przodem. Jestem na swoim terenie, nic mi nie zrobi. Spokojnie. Spokojnie. Mimowolnie przypominam sobie jednak wzrok innego Strażnika skierowany na Ronnie. Kiedy dochodzimy na piętro, otwiera każde drzwi bez wyjątku i zagląda do pomieszczeń. Czyżby myślał, że kogoś ukrywamy? Ciekawe, czy już wiedzą, że jestem córką człowieka okupującego kopalnię. Jeśli tak, to traktują nas wyjątkowo ulgowo. Jeszcze. Drżę na myśl o torturach. Przypominam sobie ilustrację z podręcznika podpisaną: "średniowieczne narzędzia tortur". Czy nadal takie stosują? Łamanie kołem? Dyby? Technologia poszła naprzód, ale kto wie, do czego zdolny jest okrutny Kapitol. Zapewne zrobiliby wszystko, żeby tata pożałował każdej sekundy swojego istnienia. Błagam, niech mu tego nie robią. Niech nam tego nie robią.
- Gdzie twój pokój? - pyta, dziwnie na mnie patrząc. O ironio, wtedy nie rozumiem jeszcze, czego ode mnie chce.
- Tam. - Wskazuję palcem ostatnie nietknięte drzwi. Oczywiście od razu się tam kierujemy. Nie chcę wpuszczać obcego człowieka na swój teren. Nie mam pewności, czy schowałam rano brudne majtki, czy nie leżą gdzieś na podłodze. A jakie to ma znaczenie? Karcę po raz kolejny sama siebie. Przecież on i tak...
- Co chcesz zabrać? – pyta, przerywając tok myślowy.
- Parę książek. I koc - dodaję po chwili zastanowienia, zbliżając się do łóżka. Na szczęście w miarę zasłanego. Kołdra zwisa tak, że doskonale zasłania lukę pod ramą, w którą wsunęłam tę osobliwą kronikę. Z trudem powstrzymuję się, żeby głośno nie odetchnąć z ulgą.
Podchodzę do uginającej się półki i zdejmuję z niej trzy losowe tomy. I tak wszystkie przeczytałam po kilka razy. Mimo, że ciężko u nas o literaturę, tata i Rig zawsze coś dla mnie zdobywają. Uśmiecham się na wspomnienie radości na widok taty z nową, wyczekiwaną pozycją w ręku. Było ich więcej, ale musieliśmy sprzedać, kiedy ceny wzrosły. Właściwie nikt nie nalegał, żebym się ich pozbyła. Popyt jest mały, jeśli nie dysponujesz czymś zdatnym do jedzenia. Nie mniej jednak czułam, że tylko w taki sposób mogę pomóc poprawić sytuację rodziny. Chociaż w niewielkim stopniu.

Chwytam jeszcze jasnoniebieski koc i jestem gotowa do wyjścia. I wtedy dzieje się coś niespodziewanego. Książkowy zwrot akcji. Strażnik kopniakiem zamyka drzwi. Co on ma zamiar zrobić? Dziki wzrok mnie przeraża, a strach wzrasta. Wpadam w panikę. Tym razem to uzasadnione. Zaczynam drżeć, choć bardzo staram się tego nie robić. Nie okazać słabości. Ciekawe, bo jestem słaba. Zawsze byłam i zawsze będę. I czuję to, kiedy podchodzi do mnie, wytrąca mi z ręki książki i wsuwa rękę do dżinsów.

7 komentarzy:

  1. Bardzo fajne, ale uzylbym "strach narasta" w 4 zdaniu od konca. :)
    Pozdrawiam i trzymaj tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę się doczekać następnego. Pozdrawiam :)
    Zapraszam także na swój blog: http://lose-connection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie chciało mi się pisać komentarza pod poprzednim rozdziałem, choć miałam kilka zastrzeżeń, ale dobra tam. Machnę ręką.
    Co do tego. Jak zwykle za krótkie (tak, to mój stały tekst xD haha). Hmm.. Do czegoby się jeszcze przywalić? Może uczepnię się teraz treści. Ja bym na twoim miejscu bardziej łączyła rozdziały. Np. w piątym piszesz o czekaniu na strażników, w szustym o tym, że oni przychodzą, w siódmym pewnie będzie coś o tym że są w domu i jest afera odnosnie 'wsuwania ręki w dżinsy', albo udawanie, że nic się nie stało, i tak dalej i tak dalej. Moim skromnym zdaniem mogłabyś połączyć niektóre wątki i nie rozdrabniać się aż tak. Bardziej mi to przypomina sceny w filmie niż rozdziały które powinny jednak zawierać jakąś treść. Jeśli wiesz o co mi chodzi.
    Ogółem fabuła fajna, będę czytać. Kiedy następny rozdział? ^^
    PS. Mam pytanie odnośnie wyglądu bloga. Jako iż też zaczynam takowy prowadzić a niemota ze mnie w tych sprawach to czy mogłabyś mi napisać jak się robi takie zdjecie na górze? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * uczepię
      * szóstym
      takie tam literóki ;p poza tym moja ortografia nie jest perfekcyjna, a interpunkcja leży i kwiczy więc z góry sorry, za wszystkie tego typu błędy xD

      Usuń
  5. Już się skończyło?!
    Dawać mi tu następne!
    Geeenialne. Mam parę zastrzeżeń, ale nie mam czasu na wypisywanie. Mimo to szalenie mi się podoba. <333

    OdpowiedzUsuń
  6. świetne, ciekawe, genialne. ♥ nie ma dobrych słów, żeby to wszystko opisać. znów kończy się w interesującym momencie. jacy wy jesteście okrutni. ;x idę czytać dalej. ;>

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię :)