Rozdział V

Telewizor włącza się samoczynnie, więc to kapitolińskie wiadomości. Dawno ich nie emitowali. Ukazuje się nam zatroskane oblicze prezydenta, a za nim wielka flaga Panem. Odchrząkuje (tak się chyba nie robi w telewizji, prawda?) i rozpoczyna przemówienie.
- Rodacy! Obywatele Panem! Wiele lat temu, po ogromnym kataklizmie stworzyliśmy nasze państwo, by ratować cywilizowany gatunek ludzki naszego kontynentu przed wyginięciem. Tak, to byłby niechybny koniec. Jednak znalazły się osoby, które wzięły sprawy w swoje ręce i stworzyły silny kraj, umocniony dodatkowo przez kolejnych prezydentów (przebitka zdjęć kolejnych głów państwa). Jednak ostatnio w jednym z dystryktów grupa buntowników postanowiła zniszczyć ową harmonię. (dramatyczna muzyka) Zastosowaliśmy niezbędne środki zapobiegawcze, to znaczy: do każdego domu przydzielono po dwóch Strażników Pokoju i wprowadzono zakaz wychodzenia z terenu własnej posesji do odwołania. (armia Strażników z bronią podczas ćwiczeń w jakiejś jednostce) Wszelkie próby wykazania nieposłuszeństwa zostaną surowo ukarane. Buntownicy! Czy naprawdę takiej przyszłości chcecie dla waszych rodzin? Czy nie zdajecie sobie sprawy, że to od nas zależy bezpieczeństwo kraju i utrzymanie nas na stałym, godziwym poziomie życia? Wszyscy mamy nadzieję, że Panem pozostanie bezpieczne... Jesteśmy pewni, że nic nie zaburzy spokoju pozostałych dystryktów. Pomyślcie, zanim porwiecie się z motyką na słońce.
Ściemnienie, koniec audycji. Tępo wpatruję się w czarny ekran. Ostatnie zdanie było ostrzeżeniem. Dla nas. Że Kapitol jest silny. Słońce. Trafne porównanie, panie Swanson. Nie powiedział, w którym dystrykcie są Strażnicy. Sprytne posunięcie, każdy będzie podejrzewał każdego. Przeciwnicy i zwolennicy rebelii mogą zwrócić się przeciw sobie. Oby to była tylko moja chora wyobraźnia.
- Wcześniej wspomniał jeszcze, że rozlokują się w domach od dwunastej do dwunastej piętnaście i, że o jedenastej czterdzieści wszyscy mają być na miejscu - odzywa się Rigley.
- Jest za dziesięć - dodaję z niepokojem. Dziesięć minut wolności. Mało. Za mało, by się nią nacieszyć. "Wolności". Właściwie nigdy nie byliśmy wolni w pełnym tego słowa znaczeniu. Kapitol wisiał nad nami jak cień, ale nie wkraczał na nasz teren. Wolność, którą znam jest niepełna. Ale lepsza taka niż żadna.
- Chłopcze, na litość Boską, zamkną nas wszystkich! - mama widać teraz łączy fakt aresztu domowego i Brandona siedzącego na jej progu. Ja też wolniej myślę. Może rozpylili coś w powietrzu. Nie zdziwiłabym się. Otumanić i podporządkować. Z pewnością mają takie możliwości. Może czekają na odpowiedni moment, by je wykorzystać.
Podaje jej kartę pobytu tymczasowego i czeka, aż przeczyta. Kiwa głową, nie ma uwag. Przyjaciele są dla niej ważni, zawsze byli. Nie ma dla niej znaczenia, że długo nie widziała tego chłopaka. Skoro musi, zostanie. W tym momencie staje się piątym domownikiem.
- Czy możemy zadzwonić do moich rodziców? - pyta cicho Bran. - Pewnie się denerwują...
- Jasne - Rigley z beznamiętnym wyrazem twarzy wykręca numer i podaje słuchawkę chłopakowi. Obojgu trzęsą się ręce.
- Mamo? - odzywa się po chwili do telefonu.
Decyduję się nie tracić czasu, tylko opowiedzieć reszcie o wydarzeniach w centrum na Main Street. Słuchają z uwagą. Mama krzywi się na wspomnienie o Strażniku i Ronnie. Pewnie wyobraża sobie, że to ja mogłam być na jej miejscu. Też przyszła mi do głowy taka opcja. Nie wiem, jakbym się zachowała. Wątpię, czy cokolwiek bym zrobiła. Nie mam pojęcia. I nie chcę się o tym przekonywać.
- Także lepiej miejcie papiery pod ręką - kończę. – I wiemy o wszystkim. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Opowiadam tym razem o tym, co ustaliliśmy. Rigley kiwa głową.
- To nie wszystko. Tata i pan Fossel tym kierują - oznajmia nam brat, Brandon odkłada już słuchawkę i przysłuchuje się z uwagą. Mama karci Riga spojrzeniem. - Już dawno mówiłem, że wszyscy powinni o tym usłyszeć, jeśli chcecie cokolwiek zdziałać! Myślałaś, że jest taka głupia? To już nie dziecko.
Wiem, że sytuacja jest nieodpowiednia, ale mimo to uśmiecham się pod nosem, słysząc takie słowa z ust starszego brata, który teraz kontynuuje:
- Główna baza to kopalnia i jej ukryte pomieszczenia. Tam jest centrum dowodzenia. Jeśli dystrykt wyraziłby zgodę, mieli uderzyć jutro o świcie. Najpierw na posterunek, chwilę potem odciąć dworzec, zabić lub pojmać Strażników i pojechać do kolejnych dystryktów pociągiem na grafit. Wciągnąć w wir walki, zdobyć te oporne. Na koniec Kapitol. Tak wyglądał plan. Tylko się skomplikował. Szczerze, nigdy nie byłem za. Beznadziejny, nie?
- Gdzie jest tata?! - Teraz to ja z opóźnieniem kojarzę fakty., ignorując pytanie brata. Chyba każdy od czasu do czasu woli coś przemilczeć.
Już prawie dwunasta. Może nie zdążył z pracy? Jest tak blisko, a jednocześnie daleko stąd. Na tyle daleko, żebym nie mogła go zobaczyć i przekonać się, że wszystko w porządku. (W porządku? Czy ja się dobrze czuję?)
- Został w kopalni, skarbie - uspokaja mnie mama. - Dzwonił chwilę przed waszym przyjściem, zanim odcięli mu telefon. Chcą zacząć powstanie mimo wszystko, a właściwie uderzyć z kopalni. Twierdzą, że to może się udać, jeśli każda rodzina unieszkodliwi Strażników. Jutro o świcie – mówi z takim samym zapałem w głosie jak wcześniej Bran.
- Jest ich mnóstwo, poza tym pierwszą odbiją kopalnię, nie widziała pani tej armii! - wtrąca się Brandon. Mocno zaciska pięści po czym je rozluźnia. I tak w kółko. Zwykle tak radził sobie ze stresem. Teraz chyba nie pomaga. Nadal siedzę na podłodze. Odzyskałam oddech i siły (przynajmniej częściowo). Dość szybko jak na mnie. Kiedy jesteśmy zdenerwowani działa układ współczulny, pobudzając... Albo przywspółczulny? To tyle, jeśli chodzi o wiedzę z biologii. Biologia. Ten znienawidzony przedmiot przypomina mi się w momencie zagrożenia. Brawo.
- Zaufajmy im, wiedzą, co robią - ucina mama, przerywając wewnętrzne biologiczne rozważania. - Plus jest taki, że myślą, że reszta dystryktu nie ma pojęcia i, że mieliśmy dowiedzieć się dziś na zebraniu.

W tym momencie rozlega się pukanie do drzwi.

3 komentarze:

  1. świetne. :) chwila niepewności na sam koniec. jak ja to kocham. ;x idę czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Autor tego, chyba nienawidzi biologii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka tego jest po prostu humanistką. ;D

      Usuń

Dziękuję za każdą opinię :)