Rozdział IX

Po trzech minutach pojawia się Strażnik. Nie zdąża nawet wyciągnąć broni, kiedy dostaje trzy kulki w klatkę piersiową. Widok jest okropny, odwracam wzrok i głęboko oddycham. Po chwili nie wytrzymuję i kiedy Jason próbuje ukryć ciało, biegnę w krzaki i wymiotuję. Pozbywam się całego skromnego śniadania. Nie będę mogła więcej spojrzeć na Deromory'ego tak, jak wcześniej. Zamordował człowieka. Wroga. Ale człowieka. A ja pośrednio brałam w tym udział. Ofiara numer jeden. Okropnie się z tym czuję. Nadal mi niedobrze.
Czekamy godzinę, a kiedy nadal nie widać nadchodzących, Jason decyduje się wrócić. Nie wiem, dlaczego jesteśmy tacy ważni. Właściwie na nic się nie przydamy. Może Rigley, więc to jego powinien zabrać. Na co im przerażona szesnastolatka? Nigdy nie walczyłam. Jestem bezużyteczna. W tej chwili swędzą mnie nadgarstki i potrafię skupić się tylko na tym. Nie tak zachowują się żołnierze. Znów jestem tylko bezbronnym dzieckiem. Przestraszonym dzieckiem.
- Mógłbyś mnie rozkuć? – pytam w końcu coraz bardziej się wiercąc. Mam dość. Jak na rasowego wojownika przystało, pokonują mnie kajdanki.
- Nie mam kluczyka. Został w domu. Mogę przestrzelić łańcuch, jeśli chcesz. Narobimy hałasu...
Uciszam go przewracając oczami. I tak za chwilę zacznę jęczeć, więc wyjdzie o wiele gorzej.
- Uważaj, nie chcę stracić dłoni. To dla mnie ważne, wiesz. Ręce są potrzebne – mówię trochę za nerwowo. Muszę wyglądać komicznie.
- Dobra, rozumiem – ucina, także wywracając oczami.
- Przepraszam, z nerwów dostaję słowotoku.
Albo zamykam się w sobie, albo gadam jak najęta. Rigley jest taki sam, to chyba geny.
Przez chwilę przygląda się kajdankom. Przekręca głowę i spogląda na mnie przeciągle. Dopiero teraz zwracam uwagę na jego duże, intensywnie niebieskie oczy.
- Pewnie zastanawiasz się, po co wracam. Po co mi twoja rodzina...
Kiwam głową jak w transie, choć nie zadał pytania. Czyta mi w myślach, czy co?
- Otóż twój ojciec postawił warunek: dopóki nie będziecie bezpieczni w schronie kopalni nie kiwnie palcem. Nie rozpocznie rewolucji
- Ojciec?! – wyrywa mi się
- A to on jest twórcą planu. Bez niego nic nie zdziałamy. Minus jest jeden: jeśli Starhorn się zorientuje, może być po nas. Szczególnie, jeśli słyszał strzały. To była najsłabsza część planu – kończy.
Po raz kolejny jestem w szoku. Twórca teorii spiskowej i mój ojciec w jednym. Wiedziałam, że bierze udział w powstaniu, ale... To się ze sobą nie łączy. Jak dwa jednoimienne magnesy. Uważałam go za spokojnego, miłego człowieka, który nigdy nie wchodził innym w drogę.Czas pokazuje, jak bardzo się myliłam.
Następuje strzał i mam już wolne ręce. Uświadamiam sobie, jakie to nierozważne. Mogli usłyszeć. Jesteśmy daleko, ale cztery takie dźwięki zaalarmowałyby każdego, tym bardziej wyszkolonego Strażnika.
Ruszamy biegiem, adrenalina dodaje mi sił. Przystajemy za zakrętem i nasłuchujemy. Spokój. Jason decyduje, że lepiej zostawić mnie tutaj, komisarz dłużej będzie nieświadomy zagrożenia. Jeśli jeszcze żyje. Nie chcę. Boję się zostać tu sama, ale odchodzi tak szybko, że nawet nie mam czasu, by życzyć mu powodzenia.
Czekam chwilę w samotności. Słyszę strzał, potem drugi i bez zastanowienia biegnę do drzwi. Może to nieodpowiedzialne, może grozi mi niebezpieczeństwo, ale potrafię myśleć tylko o swoich bliskich. Nogi stają się jak z waty, a z twarzy odpływa mi cała krew. Świat co sekundę traci ostrość. Mam wrażenie, że zaraz runę z hukiem na ziemię. Błagam, żeby żyli... Proszę, inaczej ja nie dam rady. Tylko tyle. Tylko oni. Tylko... Otwieram drzwi na oścież. Jason leży zakrwawiony na podłodze, a Starhorn trzyma nóż na gardle Brandona. Przez głowę przebiega mi przerażająca myśl, że mogło być gorzej. Wstydzę się jej. Strażnik i Brandon są odwróceni tyłem i jeszcze nie wiedzą, że tu jestem. Jeszcze. Jason ostatkiem sił kopie swój pistolet w moją stronę. Nikt tego nie zauważa. Wiem, co sugeruje. Nie ma nikogo, kto mógłby strzelić. Mama stoi prawie naprzeciwko mnie, ale udaje, że nie widzi. Rigley krzyczy, zamknięty w łazience. Może udałoby się go uwolnić.... Jest przecież silniejszy fizycznie. I psychicznie. To psychika odgrywa tu dużą rolę. Niebieskie oczy sojusznika wwiercają się jednak we mnie, zmuszając do działania. Zauważam jak bardzo jest blady, musi szybko tracić krew. Krew. Naokoło niego tworzy się spora kałuża rozprzestrzeniająca się rowkami w podłodze. Przerażająca mozaika brązu i czerwieni. Chłopak nadal próbuje wykonać zadanie. Ja bym nie umiała. Nie przy takim bólu.
Unoszę broń i celuję w głowę Strażnika. Jeśli chybię, zranię Brandona albo mamę. Nigdy w życiu nie strzelałam. Zaczynam płakać. Muszę... Zanim wpadnę w panikę i będziemy zgubieni. Już trzęsą mi się ręce, przez co mogą zginąć obaj. "Nie mam wyboru" - powtarzam sobie. "Nikt nie może zrobić tego za mnie." Tak bardzo chciałabym zniknąć. Umrzeć w tym momencie. Naciskam spust i zamykam oczy. Albo odwrotnie.Ta chwila rozmywa się, zdaje się trwać godziny, zanim pocisk wreszcie wydostaje się z lufy. Jakby ktoś musiał go wypychać. Nie zdawałam sobie sprawy, że ułamek sekundy może być taki długi. Czy w ten sposób odczuwają to żołnierze? Za każdym strzałem? Za każdym zabójstwem?
Huk jest głośniejszy niż w lesie. Nie spodziewałam się odrzutu. Rzucam broń na ziemię i myślę tylko, jakim jestem potworem. Boże, zabierz mnie stąd teraz, strąć do piekła i każ cierpieć przez wieczność, ale nie spojrzeć w twarz tym ludziom. Osuwam się na podłogę. Adrenalina odpływa gwałtownie sprawiając, że ląduję na kolanach. Zakrywam drżącymi dłońmi oczy i czekam. Właściwie nie wiem na co, chyba tylko na własną śmierć. To byłaby najodpowiedniejsza kara. Liczę, że... Czuję otaczające mnie ramiona i przyspieszone bicie serca Brandona. Zabiłam człowieka. Wroga. Ale człowieka. Brzydzę się sobą. Nie wymiotuję tylko dlatego, że mam pusty żołądek.
- Ciii. Sammy, już jest dobrze. Jesteśmy bezpieczni.
Dobrze?! Już nigdy nie będzie dobrze! Nie poczuję się bezpieczna, kiedy wiem, co jestem w stanie zrobić! Boję się samej siebie. Nie wiem, do czego jestem zdolna. Nie, nie dam rady. Lepiej osunąć się w ciemność... Lepiej... Lepiej...
- Samantha, - Cichy głos fałszywego Strażnika wyrywa mnie z otchłani. Muszę na niego spojrzeć. Poświęcił się dla sprawy. Dla nas. Dla mnie. Jestem mu coś winna. Do końca życia będę.
- Tak? - piszczę.
Wyplątuję się z objęć przyjaciela i podczołguję do Jasona, starając się nie trafić na kałużę krwi. Na próżno. Widzę ranę w jego klatce piersiowej. Nie przeżyje. A może jednak... Może gdyby szybko znalazł się w szpitalu lekarze mogliby... Ale ci z Kapitolu. To nie ich bajka. Teraz są przeciw nam. Właściwie zawsze byli. U nas ludziom w takim stanie zamawia się miejsce na cmentarzu i urządza skromny pogrzeb. Okrutne, ale prawdziwe.
- Posłuchaj mnie, Sam. - Unoszę głowę, żeby spojrzeć w ogromne, pełne strachu, niebieskie oczy. - Powiedz im, co się stało. Twój tata wie, co ma robić, nie jestem mu potrzebny. Brandon, zaopiekuj się nimi. Jeśli zginą, wszystko się posypie. Uda się wam, wierzę w was. Wierzę, że uda wam się ich pokonać - jego głos jest słaby, a oddech świszczący. Chcę mu pomóc. Tak bardzo... Ale nie mam pojęcia w jaki sposób.
Chwytam go za rękę. Nie znamy się, ale czuję się z nim w jakiś sposób związana. Ratował nam życie. Zaczyna się trząść. Hipotermia, ostatni etap.

- Wszystko będzie dobrze, Jason - mówię na przekór temu, co widzę. Myślę chyba także o tym, co czeka potem. Po drugiej stronie zasłony śmierci. Musi coś być. Wierzę w to.
- Wiem - mówi cicho, coraz ciszej. Muszę wytężać słuch, aby go zrozumieć.- Ale i tak się boję.

12 komentarzy:

  1. Fajny rozdział ;d Jejj, jak ty je szybko dodajesz ;O Mogłabyś mi pomóc z moim blogiem? Otóż chciałabym zrobić takie linki do rozdziałów jak u cb, ale nie wiem jak. u mnie się pokazują jeden pod drugim w całości. pomocyy!! ;p hahah. Proszę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodaję szybko, bo mam już napisanych 15 ;)

      Usuń
  2. Musisz pododawać strony,każdą z innym rozdziałem, przenieść je do ukrytych i powstawiać do nich linki w poście na stronie głównej, przynajmniej ja tak zrobiłam, ale długo walczyłam i się na to wkurzałam :P

    OdpowiedzUsuń
  3. jak mam byc szczera to nic nie zrozumiałam xd moze dlatego ze jestem nowa na blogspocie. Mogłabys mi to napisac jeszze raz krok po kroku na mail lilycresta7@gmail.com bede ci dozgonnie wdzieczna xd hahah.ja jestem dopiero przy pisaniu 2 rozdziału ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawaj daaaalej! Genialnie to za mało powiedziane. <333
    I tak w ogóle to czemu musisz uśmiercać ludzi, gdy już ich polubiłam. xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny rozdział. Dodawaj szybko kolejny. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pytałaś kiedy następny rozdział. Tak oświadczam, że więc wylądował ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę szkoda Jasona ale ogólnie to super piszesz :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię :)